premiera Geostorm (Napisy)

Geostorm (Napisy)
reżyser: Dean Devlin | gatunek: Akcja; S-F
grają: MULTIKINO

premiera Pomiędzy nami góry (Napisy)

Pomiędzy nami góry (Napisy)
reżyser: Hany Abu-Assad | gatunek: Dramat; Romans
grają: MULTIKINO

premiera Człowiek z magicznym pudełkiem

Człowiek z magicznym pudełkiem
reżyser: Bodo Kox | gatunek: Komedia
grają: MULTIKINO

premiera Ach śpij kochanie

Ach śpij kochanie
reżyser: Krzysztof Lang | gatunek: Romans
grają: HELIOS MULTIKINO

premiera Potworna rodzinka (dubbing)

Potworna rodzinka (dubbing)
reżyser: Holger Tappe | gatunek: Animowany; Komedia
grają: HELIOS

 

 Recenzje

 
Recenzja "Dzień dobry, kocham cię!"
Wiele lat temu Jerzy Gruza, szanowany filmowiec, człowiek telewizji i autor wielu słuchowisk radiowych, zrobił film „Gulczas, a jak myślisz?” (2001), który zrodził się na fali popularności „Big Brothera”, a szczególnie na „pięciu minutach” jego uczestników. Zaangażował ich do swojego filmu i myślał, że to wystarczy, aby odnieść sukces. Nie wystarczyło, ponieważ scenariusz został napisany na kolanie (pod konkretne osoby), to raz, a dwa, odtwórcy roli koło aktorstwa nawet nie stali. W dodatku to sprawiło, że gotowy produkt (bo ciężko nazwać to filmem) obnażył płytkość i bezwyrazowość jego odtwórców, którzy jak szybko zyskali sławę, bo byli tylko znani z tego, że są znani, tak szybko odeszli w medialny niebyt, bo byli tylko znani z tego, że są znani. Tym sposobem „Gulczas…” przepadł, uzyskując na portalu filmweb ocenę 2.0/10 (słowna ocena społeczności: bardzo zły). Dzisiaj w nizinowych ocenach przebija go tylko „Yyyreeek, kosmiczna nominacja” (ocena 1.4/10; słowa ocena społeczności: nieporozumienie) – następny film Gruzy, również z uczestnikami popularnego reality show, po którym już reżyser odszedł w filmowy niebyt, odwieszając swój zawód na kołku – oraz „Kac Wawa” (ocena 1.9/10; słowna ocena społeczności: bardzo zły), o którym nie ma sensu nawet już wspominać, bo historię tego czegoś znają wszyscy.

Ta opisana wyżej sytuacja, związana z obsadzaniem „gwiazd” małego ekranu w produkcjach bez scenariuszy, przypomniała mi się zaraz po wyjściu z kina po seansie „Dzień dobry, kocham cię!”. Nie jest to, oczywiście, w pełni adekwatne porównanie, ale jednak podobieństwa są już widoczne po krótkim obcowaniu z „dziełem”.

Po pierwsze, „Dzień dobry…” bazuje jedynie na jakimś tam zarysie scenariusza, który wymaga(ł) naprawdę solidnego dopracowania – zarówno jeśli idzie o fabułę, jak i dialogi. Bo na obecną chwilę jedno połączone z drugim daje pseudomiłosną opowieść o trzydziestolatkach o umysłach piętnastolatków. W dodatku znowu „w wielkim mieście” (obowiązkowo w Warszawie). Dalej owo połączenie sprawia, że już na samym początku (i tak jest do samego końca) wyziera z ekranu coś, co daje poczucie braku ładu i składu. W dodatku zostało to podlane całkowitą bezemocjonalnością. Dlatego oglądaniu tej „komedii romantycznej” - bez komedii i bez romansu – towarzyszyły mi emocje porównywalne z tymi, które towarzyszą oglądaniu turnieju szachowego. Tak więc ja jako widz byłem w kinie sobie, a to, co na ekranie – sobie.

Po drugie, a propos obsadzenia ludzi znanych z tego, że są znani. Pani Barbara Kurdej-Szatan w publicznej świadomości funkcjonuje jako „ta blondynka z Play’a”. Owszem, pojawiła się epizodycznie w kilku serialach i dwóch lub trzech filmowych tytułach (w tym w kolejnym ekranowym nieporozumieniu pt. „Ciacho”), ale ciężko nazwać to aktorskim dorobkiem. Nie odbieram jej tu ani osobistego wdzięku i uroku (o urodzie już nawet nie wspominam), ani talentu, ale mam nieodparte wrażenie, że „Dzień dobry…” zostało napisane właśnie pod nią. A że zostało tak napisane i tak nakręcone, że zarówno ona, jak i pozostali aktorzy nie mają za bardzo co grać, to już nie jej wina i inna kwestia. W każdym razie pojawienie się kogoś budzącego w świadomości publicznej tak wielką sympatię jak ona, najzwyczajniej w świecie, nie wystarcza. Ale tak naprawdę to tylko jej osoba sprawiła, że nie wyszedłem z seansu i prawie do końca udało mi się opanować opadające powieki.

I po trzecie, nic mnie tak bardzo nie drażni w polskich produkcjach „dla milionów odbiorców”, jak wręcz do bólu prostackie lokowanie produktu. W serialu (jak np. w „Rodzince.pl”), to jeszcze przejdzie, to jeszcze nie razi tak bardzo. Natomiast w kinie podwójnie, a może nawet potrójnie podnosi ciśnienie, bo nie dość, że każdy seans poprzedzają nawet półgodzinne reklamy (sic!), to na dokładkę po tych reklamach otrzymujemy coś takiego jak „Dzień dobry, kocham cię!”. I tak wizyta w kinie zamiast być przyjemną i relaksującą wyprawą, kończy się zmęczeniem, irytacją i świadomością straconych pieniędzy. A nie temu ma służyć ta Sztuka i jej miejsce.


Dominik Nykiel
dominon@interia.pl


Tagi: Dzień dobry , kocham cię , recenzja , Dominik Nykiel
Data wprowadzenia: 2014-11-11
 

 Komentarze

 
Twój podpis
Treść:
Tylko zalogowani użytkownicy
mogą dodawać komentarze. Zaloguj się

Portal resinet.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

 Zapowiedzi

 Reklama

 Recenzje

 Resinet poleca

Kingsman: Złoty krąg
(Akcja; Komedia USA, Wielka Brytania)

Lego Ninjago
(Animowany; Bajka Dania USA)

Ptaki śpiewają w Kigali
(Dramat Polska)

Lego Ninjago (mała sala)
(Animowany; Bajka Dania USA)

Ptaki śpiewają w Kigali (mała sala)
(Dramat Polska)

Kino Konesera: Ptaki śpiewają w Kigali
(Dramat Polska)

 Dla dzieci

Tarapaty
(Familijny; Przygodowy Polska)

Lego Ninjago
(Animowany; Bajka Dania USA)

Lego Ninjago (mała sala)
(Animowany; Bajka Dania USA)

 Filmoteka

 Warto zobaczyć

Sprawdź aktualny repertuar kin

 Konkursy

Chwilowo brak konkursów

 Dzisiaj w kinach: niedziela, 22.10.2017 r.

 Ostatnio dodane

 Promocje kin

 Kontakt

Rzeszowski Portal Informacyjny resinet.pl

tel.  017 85 06 396
fax. 017 85 06 397

e-mail: kina@resinet.pl

Tutaj znajdziesz nasze pełne dane kontaktowe.