premiera Geostorm (Napisy)

Geostorm (Napisy)
reżyser: Dean Devlin | gatunek: Akcja; S-F
grają: MULTIKINO

premiera Pomiędzy nami góry (Napisy)

Pomiędzy nami góry (Napisy)
reżyser: Hany Abu-Assad | gatunek: Dramat; Romans
grają: MULTIKINO

premiera Człowiek z magicznym pudełkiem

Człowiek z magicznym pudełkiem
reżyser: Bodo Kox | gatunek: Komedia
grają: MULTIKINO

premiera Ach śpij kochanie

Ach śpij kochanie
reżyser: Krzysztof Lang | gatunek: Romans
grają: HELIOS MULTIKINO

premiera Potworna rodzinka (dubbing)

Potworna rodzinka (dubbing)
reżyser: Holger Tappe | gatunek: Animowany; Komedia
grają: HELIOS

 

 Recenzje

 
Recenzja filmu "Dyktator"
Kto widział chociaż jeden film Sachy Barona Cohena (np. „Brüno”, Borat: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej” lub „Ali G”), ten wie, jakim arsenałem – jak to mówi moja koleżanka z pracy – dowcipasów dysponuje ten aktor, scenarzysta i producent w jednym. Bynajmniej nie są to żarty na tzw. poziomie, czyli wyszukane, przyzwoite, smaczne i politycznie poprawne. Czymś takim Cohen się nie hańbi, bo wie, że tym, czyli tzw. grzecznym i kulturalnym wizerunkiem, nie zdobędzie sobie sympatii i uwielbienia publiczności. Chociaż zdarza mu się zagrać rolę, poprzez którą jego bohater nikogo nie obrazi, to jednak są to rzadkie wyjątki. Na tle całej jego filmografii można je porównać do jednej klatki w filmie, którą oko nie wyłapie, ale mózg gdzieś tam zarejestruje. Taką filmową „klatką” w dorobku aktorskim Cohena jest rola dozorcy stacji kolejowej w nominowanym do Oscara w aż 11 kategoriach (ostatecznie zdobył 5 statuetek) filmie „Hugo i jego wynalazek” Martina Scorsese.

W najnowszym „Dyktatorze”, którego aktor wyprodukował i do którego współtworzył scenariusz (a ten podobno został zainspirowany książką napisaną przez Saddama Husseina), ponownie wchodzi w skórę prześmiewcy wszystkiego i wszystkich. Tym razem wciela się w postać tytułowego dyktatora, Generała Admirała Haffaza Aladeena, który sprawuje władzę absolutną w swoim ukochanym północnoafrykańskim państwie o nazwie Wadiya. Jest władcą nie byle jakim, bo sam sobie przyznaje wszelkie nagrody – czy to sportowe, czy to filmowe; decyduje o ostatecznym kształcie głowicy tajnej broni atomowej (czerpiąc swoją wiedzę z kreskówek); sypia z kim tylko zapragnie – kobietami i mężczyznami, gwiazdami filmu i muzyki, ale też z anonimowymi prostytutkami (ma wielką ścianę pamiątkowych zdjęć swoich seksualnych „podbojów”); a kto mu się sprzeciwy lub tak po prostu nie spodoba, bo np. niechcący zajdzie mu drogę – każe ściąć mu głowę. A nade wszystko pilnuje tego, by w jego państwie na nastała demokracja, bo to oznaczałoby koniec jego samouwielbionych rządów.

Oczywiście fabuła rozwija się bardziej, gdyż sprawy w życiu Aladeena nieco się komplikują, szczególnie, że o wprowadzeniu demokracji marzy najbliższy doradca i szef Tajnej Policji, Wuj Tamir (Ben Kingsley), który spiskuje przeciwko swojemu władcy. Ale nie o streszczenie tu chodzi i opowiadanie o przygodach dyktatora w Ameryce, do której przenosi się akcja i gdzie ów dyktator pierwszy raz w życiu zakochuje się. Chodzi tu o ocenę filmu, która do łatwych nie należy. Dlaczego? Ponieważ ta zależy od wielu czynników. A te będą ze sobą współgrać lub wzajemnie wykluczać się.

Ci, którzy przywykli i zaakceptowali poczucie humoru Cohena, prawdopodobnie nie będą jego najnowszym filmem rozczarowani. Celowo używam tutaj słowa „prawdopodobnie”, ponieważ nie każdy dowcipas aktora w swej nieprzyzwoitości jest na tyle przyzwoity i trafny, że można go uznać za dobry i pełen sytuacyjnego wyczucia. No bo, co powiedzieć o scenie, w której dyktator i jego ukochana splatają w miłosnym uścisku swoje dłonie w…waginie rodzącej właśnie kobiety? Albo o scenie, w której główny bohater, wisząc na linie wysoko nad ulicą, aby zmniejszyć wagę, wyrzuca z siebie kilkudniowy stolec (wynik zatwardzenia), który trafia kobietę idącą chodnikiem. Inna z mało smacznych scen, to ta, w której odcięta głowa narkotykowego bossa służy do... „robienia sobie dobrze” przez dyktatora. Czy mam jeszcze wymieniać? A jednak w tej zbieraninie takich i owych żartów znajdują się i te, które można uznać za „mistrzowskie”, ale niekoniecznie można je w pełni akceptować. Jak chociażby scenę w helikopterze z parą staruszków podziwiających Nowy Jork w całej okazałości, w której Aladeen i jego pomocnik-naukowiec (niegdyś – oczywiście – przeznaczony do ścięcia) straszą tych dwoje, rozmawiając między sobą po (pseudo)arabsku i co rusz wymawiając nazwisko Osamy bin Ladena lub pokazując coś, co kojarzy się z zamachami i wprawia w przerażenie Bogu ducha winnych ludzi. Jak widać po latach i największe tragedie tego świata mogą stać się obiektem żartów. Tym bardziej w wykonaniu Cohena.

A co z osobami, które do tej pory nie poznały wcieleń Sachy? Są trzy opcje. Przedstawię je na przykładach.

Pierwszy przykład dotyczy mojego ojca, który niegdyś przeczytał pozytywną ocenę filmu „Borat” i zapragnął go obejrzeć. Gdy już dostał ode mnie płytę z filmem, nie wytrwał do końca seansu. Skomentował, rzecz jasna, poziom humoru, którego on nie preferuje, czyli mocno obleśny, i na tym zakończyła się jego przygoda z filmowym widzeniem świata według tego aktora. I takich ludzi (widzów) jak mój ojciec może być (jest i będzie) więcej, którzy doszli do pewnego wieku, kiedy człowieka bawi tylko to, co naprawdę śmieszne. Dlatego, jeśli ktoś z Państwa nie akceptuje tzw. świńskich żartów, a przy tym doszedł do „tego wieku”, o którym wspominam wyżej, to może bez wyrzutów sumienia dać sobie spokój z „Dyktatorem”, bo ten Was raczej nie rozbawi, a tylko niepotrzebnie wywoła pewien rodzaj zmieszania i może nawet niesmaku. A przecież nie o to chodzi w chodzeniu do kina.

Drugi przykład (i sytuacja) dotyczy mojego kolegi (oczywiście dużo młodszego od mojego ojca), który wcześniej nie widział żadnego filmu z Cohenem, ale obejrzał ostatnio „Dyktatora”. Z filmu wyszedł zachwycony i stwierdził – co powiedział mi na drugi dzień po seansie - że to film, który „był mu potrzebny” i „dawno już tak głośno się nie śmiał”. Najzwyczajniej w świecie „Dyktator” spełnił u niego funkcję odmóżdżającą i dał wytchnienie po ciężkich i wyczerpujących psychicznie dniach w pracy. Bo to właśnie taki film, który nie wymaga wysiłku intelektualnego i daleki jest od tzw. kina ambitnego.

Trzeci przykład odnosi się do wspomnianej koleżanki „od dowcipasów”, która po „Dyktatorze”, nieco skrzywiona, powiedziała: „Wiesz, jakiego typu są to dowcipasy”. Tym jednym zdaniem dała wyraz, że zalicza się do tej grupy ludzi, którzy film obejrzeli, znają wcześniejszy dorobek filmowy Cohena, roześmiali się nam nim kilka razy, ale ich nie zachwycił; a nawet wprowadził w lekkie zakłopotanie, jeśli chodzi o jednoznaczną ocenę tego filmu. Właśnie ze względu na typ humoru, jaki reprezentuje.

Jak sami Państwo widzicie reakcje na filmy z Cohenem (i przez niego tworzone) są różne i – jak też wcześniej wspomniałem – uzależnione od kilku czynników. Jeśli zaś chodzi o opinię piszącego te słowa - w tej sytuacji teoretycznie najważniejszą – to niżej podpisany jest na rozdrożu. Bo z jednej strony nie przepada za Cohenowym humorem, ale z drugiej strony owy humor – w przypadku tylko samego „Dyktatora” - jest tak głupi, że aż śmieszny, więc – przyznaje – w pewnym momencie, chociaż zawzięcie bronił się, uległ tej ekranowej głupocie i sam, do spółki z resztą widowni, zaczął śmiać się. No cóż. Najwyraźniej, to jeszcze nie „ten wiek”…

Dominik Nykiel
dominon@interia.pl
 
 
Tagi: dyktator , dominik nykiel , recenzja
Data wprowadzenia: 2012-06-05
 

 Komentarze

 

Recenzja dobra, jak rap McTerminator'a!

Autor: Miś

Data: 2012-06-05 15:17:19

[1] 
Twój podpis
Treść:
Tylko zalogowani użytkownicy
mogą dodawać komentarze. Zaloguj się

Portal resinet.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

 Zapowiedzi

 Reklama

 Recenzje

 Resinet poleca

Kingsman: Złoty krąg
(Akcja; Komedia USA, Wielka Brytania)

Lego Ninjago
(Animowany; Bajka Dania USA)

Ptaki śpiewają w Kigali
(Dramat Polska)

Lego Ninjago (mała sala)
(Animowany; Bajka Dania USA)

Ptaki śpiewają w Kigali (mała sala)
(Dramat Polska)

Kino Konesera: Ptaki śpiewają w Kigali
(Dramat Polska)

 Dla dzieci

Tarapaty
(Familijny; Przygodowy Polska)

Lego Ninjago
(Animowany; Bajka Dania USA)

Lego Ninjago (mała sala)
(Animowany; Bajka Dania USA)

 Filmoteka

 Warto zobaczyć

Sprawdź aktualny repertuar kin

 Konkursy

Chwilowo brak konkursów

 Dzisiaj w kinach: niedziela, 22.10.2017 r.

 Ostatnio dodane

 Promocje kin

 Kontakt

Rzeszowski Portal Informacyjny resinet.pl

tel.  017 85 06 396
fax. 017 85 06 397

e-mail: kina@resinet.pl

Tutaj znajdziesz nasze pełne dane kontaktowe.