premiera Geostorm (Napisy)

Geostorm (Napisy)
reżyser: Dean Devlin | gatunek: Akcja; S-F
grają: MULTIKINO

premiera Pomiędzy nami góry (Napisy)

Pomiędzy nami góry (Napisy)
reżyser: Hany Abu-Assad | gatunek: Dramat; Romans
grają: MULTIKINO

premiera Człowiek z magicznym pudełkiem

Człowiek z magicznym pudełkiem
reżyser: Bodo Kox | gatunek: Komedia
grają: MULTIKINO

premiera Ach śpij kochanie

Ach śpij kochanie
reżyser: Krzysztof Lang | gatunek: Romans
grają: HELIOS MULTIKINO

premiera Potworna rodzinka (dubbing)

Potworna rodzinka (dubbing)
reżyser: Holger Tappe | gatunek: Animowany; Komedia
grają: HELIOS

 

 Recenzje

 
Recenzja: "Selma"
„Selma” to nie film biograficzny, jakby się można było tego spodziewać. Nie stanowi kompendium wiedzy na temat Martina Luthera Kinga. Jego historia zaczyna się już po tym, jak King otrzymuje pokojową Nagrodę Nobla. Nie ma tu więc dzieciństwa bohatera, drogi, która poprowadziła go do bycia pastorem, nie ma także słynnego przemówienia w Waszyngtonie rozpoczynanego słowami „I have a dream…”. Pytanie więc, co w „Selmie” jest?

Już pierwsze sceny nakreślają szeroki wątek, na którym skupi się film – prawo czarnoskórych do wolnych wyborów. Luther King ma już ugruntowaną pozycję działacza społecznego. Jest znany, ceniony i, oczywiście, przez niektóre środowiska znienawidzony. Idzie właśnie do obecnego prezydenta załatwić sprawę i zostaje odprawiony z kwitkiem. Od tej pory „Selma” będzie stawać się filmem o serii przeplatających się przemówień i demonstracji. I tak do końca.

W „Selmie” razi kilka rzeczy. Najważniejszą z nich jest sposób przedstawienia głównej postaci. I nawet nie chodzi o to, że wkradają się tu przekłamania, czy wyolbrzymienia. Filmowy King nie przypomina bowiem Kinga faktycznego. Owszem, wygląda podobnie, ma podobną barwę głosu, ba! jest też nawet czarny! Ale to w zasadzie byłoby na tyle. Kto o Kingu wie niewiele, może o nim poczytać albo choćby pooglądać na You Tubie. Po krótkim rokonesansie da się łatwo zauważyć, że był to człowiek o niespotykanej charyzmie. Z jednej strony miał w sobie niezwykły spokój, z drugiej potrafił zacisnąć pięść i twardo przeć do przodu. Był liderem, co zresztą jest bezwzględnie potrzebne, jeśli chce się za sobą porwać tłumy. Na zdjęciach widać Kinga z megafonem, ze wzrokiem mrożącym krew w żyłach. Widać człowieka stanowczego. A jakiego Kinga gra nominowany do Oscara David Oyelowo? No właśnie jest jego odwrotnością. Pozbawiony charyzmy, nie wyróżniający się z tłumu, nie sprawiający wrażenia lidera. Człowiek ogląda i zastanawia się, jak to się stało, że taki człowiek porwał sobą tylu ludzi. Jedynymi momentami zbliżającymi go do autentycznej postaci są przemówienia, ale oprócz tego, że są poprawnie wygłaszane, to nie ma w nich nic więcej. Ot, choćby tej ważnej i charakterystycznej gestykulacji.

Kolejnym ze słabych elementów filmu jest jego niezdecydowanie formy. Od samego początku w jednym z rogów ekranów pojawiają się np. specjalne napisy informujące o dacie i godzinie wydarzenia, oraz że zostało ono specjalnie zarejestrowane (mowa tu o rozmowach telefonicznych, spotkaniach). Film sprawia wrażenie bardzo dokładnego i przywodzi na myśl coś w rodzaju rejestru ostatnich chwil bohatera przed śmiercią. Co z tego, skoro zabieg ten gdzieś w toku filmu ginie i finalnie zupełnie się rozmywa. Wszystko wygląda tak, jakby działało przez przypadek. Podobnie ma się rzecz z niektórymi scenami w klimacie kina Peckinpaha. Zwolnione tempo, krew, trzaskanie kości, pałowanie. Zupełnie jakbyśmy oglądali „Dziką bandę”. Tymczasem za moment muzyka jak z „Dr. Quinn” i atmosfera kina familijnego. Gdzieś, coś mi tu po prostu nie pasuje.

Pomyślą Państwo, że czepiam się detali, że doszukuję. A teraz, kiedy wspomnę jeszcze o montażu, to, że w ogóle powariowałem. Ale jest w tym filmie mega kiks montażowy. Oto King trafia do więzienia. W tym czasie jego Żona rozmawia z Malcolmem X, który deklaruje pomoc. To charakterystyczna chwila, bo do tej pory panowie nie darzyli się zbytnią sympatią. Szykuje się nowy wątek. Ale o to kilka scen dalej King, już po wyjściu z więzienia, wygłasza swoją kolejną mowę, w której mówi, że śmierć takich ludzi jak Malcolm X nie pójdzie na marne. Ale… Hola, hola… Co się z chłopem po drodze stało? Dlaczego nie pokazano śmierci tak ważnej postaci? Dlaczego widz dowiaduje się o tym jako ostatni?

„Selma” jest więc filmem niedopracowanym i bez wyraźnego stanowiska. Opowiada o próbach „fuzji” czarnych z białymi, ale sama pozostaje czarno-biała do kwadratu. Jestem w stanie się więc założyć, że kandydatura tego filmu w walce o Oscary była zagrywką polityczną. Dokładnie taką, jaką wytyka się w „Selmie” czarnym charakterom.

Rafał Kaplita
Ocena 6/10
 
 
Tagi: Rafał Kaplita , Selma , recenzja
Data wprowadzenia: 2015-04-23
 

 Komentarze

 
Twój podpis
Treść:
Tylko zalogowani użytkownicy
mogą dodawać komentarze. Zaloguj się

Portal resinet.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

 Zapowiedzi

 Reklama

 Recenzje

 Resinet poleca

Kingsman: Złoty krąg
(Akcja; Komedia USA, Wielka Brytania)

Lego Ninjago
(Animowany; Bajka Dania USA)

Ptaki śpiewają w Kigali
(Dramat Polska)

Lego Ninjago (mała sala)
(Animowany; Bajka Dania USA)

Ptaki śpiewają w Kigali (mała sala)
(Dramat Polska)

Kino Konesera: Ptaki śpiewają w Kigali
(Dramat Polska)

 Dla dzieci

Tarapaty
(Familijny; Przygodowy Polska)

Lego Ninjago
(Animowany; Bajka Dania USA)

Lego Ninjago (mała sala)
(Animowany; Bajka Dania USA)

 Filmoteka

 Warto zobaczyć

Sprawdź aktualny repertuar kin

 Konkursy

Chwilowo brak konkursów

 Dzisiaj w kinach: niedziela, 22.10.2017 r.

 Ostatnio dodane

 Promocje kin

 Kontakt

Rzeszowski Portal Informacyjny resinet.pl

tel.  017 85 06 396
fax. 017 85 06 397

e-mail: kina@resinet.pl

Tutaj znajdziesz nasze pełne dane kontaktowe.