Śr. 23.04.2014
Jerzego, Wojciecha, Adalberta
ZOBACZ WSZYSTKIE DZIAŁY
 

 Recenzje

 
Recenzja. "W imię..."
Gdyby usilnie chcieć, można by się doszukać w nowym filmie Szumowskiej kilku aspektów przemawiających na jego korzyść. Można by sobie wmawiać, że tego typu historia jest potrzebna, że ma pewną misję, że przemawia i oddziałuje, że mówi coś ważnego. Pofilmowe wrażenia, te rzeczywiste, są jednak mocniejsze i zgoła odmienne. Rodzą w głowie serię podobnych do siebie pytań:

„Po co?”

Szumowska jak to Szumowska. Łapie się za tematy nazywane powszechnie „tabu” albo „kontrowersyjnymi”. Tutaj nie dość, że mamy do czynienia z człowiekiem, który sam siebie określa „pedałem”, to na dokładkę jest księdzem. Prawdziwa mieszanka wybuchowa: homoseksualizm i kościół w jednym – to coś, co bulwersuje już na samym starcie. Przynajmniej większość z nas, bo przecież z sacrum robi profanum. Jednak nie jest to zarazem nic odkrywczego, nic, o czym nie mówiłoby się sto razy, nic co byłoby ważnym do odnotowania. Ot, dla utrwalenia niejako, że w kościele homoseksualizm też jest. Taka prawda o której nie lubimy mówić. Jednak czy dla kogoś stanowi to zaskoczenie?

„Po co?”

Należy zauważyć, w jaki sposób postać homoseksualisty jest wyeksponowana na tle reszty. Otóż proszę: mamy ośrodek poprawczy dla młodocianych nad którym zacny ksiądz sprawuje pieczę. Ośrodek znajduje się w małej miejscowości, w której jest jeszcze kilka osób. Kobieta, która przyjechała tu za mężem i z nudów upija się każdego popołudnia. Chętnie oddałaby się też wspomnianemu księdzu, ale ten twierdzi, że już jest zajęty. Jest też pomocnik księdza. Swój chłop, najlepiej wychodzi mu dmuchanie w gwizdek sędziowski. Kilku pijaczków spod sklepu i wspomniana młodzież, która pełni ważną rolę w tym filmie – kontrastuje swoją z postawą postawą księdza. Oni, młodociani, wulgarni na potęgę, palący, pijący, pieprzący się, on, ten uczciwy, w końcu ksiądz, potrafiący ich pouczyć i budzący autorytet. Na ich tle bohater „W imię…” wypada doprawdy nieźle, nawet pomimo tego, że nie raz upija się do nieprzytomności i masturbuje w wannie. No i właśnie…

„Po co?”

Sceny seksu. Tego dwu, jak i jednoosobowego. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek polskie kino poruszając trudny temat będzie potrafiło być subtelne. Choćby w najmniejszym stopniu. Tym razem tak się znów nie dzieje. Żeby podkreślić, że ksiądz to też człowiek, najłatwiej pokazać, jak się onanizuje. Oczywiście nie może też zabraknąć scen miłości cielesnej między partnerami… męskimi. Może bez detali, ale na tyle dokładnymi, by nie oglądać ich z należytym skupieniem wzroku.

„Po co?”

Żeby było zabawnie, większość z tych scen można by z powodzeniem ominąć lub zastąpić innymi środkami. Nie wnoszą bowiem do filmu niczego potrzebnego, nie uzupełniają tej historii, zaś jedna ze scen, powiedziałbym, burzy wręcz przyzwoitą do pewnego momentu historię pewnego człowieka. Wszystkie one są na doczepkę, jakby miały podkreślić kontrowersyjność obrazu, jego dramaturgię, czy cokolwiek innego. Nic z tych rzeczy. Nie udaje się. Człowiek odnosi wrażenie bezsensowności.

„Po co?”

Historię i przesłanie tego filmu można tak naprawdę wyłuskać oglądając sam zwiastun. Dwie minuty materiału mówią o filmie praktycznie tyle co on sam. Wielokropek w tytule wraz z tematyką, którą można znaleźć na ulotce, każą myśleć o pewnym rozdarciu między miłością do Boga a miłością do człowieka (możemy sobie łatwo uzupełnić „W imię… Boga” albo „W imię… miłości”). Nietrudno też przypuszczać, że na tej konfrontacji bazuje sam film oraz na czym (biorąc pod uwagę jak zaczyna) się skończy. Nic nie stanowi tu zaskoczenia, nic tak naprawdę też nie porusza. Emocje jakie budzi „W imię…” (budzi, tego nie można mu zabrać) są negatywnymi raczej, zaś historia pewnego księdza , nawet pomimo przesytu pewnych treści powoduje niedosyt właśnie. Wydaje mi się – jesteśmy w stanie zrozumieć tu problem, jesteśmy w stanie zaakceptować, że występuje, ale trudno przyjąć jego postać i rozwiązanie, tak jak trudno przyklasnąć rozwiązaniom, jakie zastosowała jego reżyserka - Małgośka Szumowska.

„Po co?”

I podsumowując już zdecydowanie, podkreślę, że nie tak widzę sens polskiego kina, które w tym przypadku przypomina mi trochę wsadzenie kija w mrowisko, z którego mrówki już dawno zdążyły się wyprowadzić, w dodatku kija, który mógłby z powodzeniem posłużyć do czegoś innego.

Rafał Kaplita
tuco@vp.pl

P.S. Jest w tym filmie taka scena. Piękna, jakby teledyskowa. Tuż po momencie kulminacyjnym. Scena procesji podczas sierpniowego święta Matki Boskiej Zielnej. Chwilę trwa, pięknie brzmi i wygląda. Generuje emocje, ale… W żaden sposób nie jestem w stanie połączyć ją zresztą filmu. Zupełnie jakbym zobaczył kawałek innej historii, jakby to był taki obrazek na pocieszenie, taki… „A bo wpadło mi do głowy”. Niepojęte.
 
 
 
Tagi: W imię , Szumowska , recenzja , Rafał Kaplita
Data wprowadzenia: 2013-09-26
 

 Komentarze

 

Recenzja, która w 100% potwierdza również moje odczucia (a już myślałam, że wszyscy zachwycają się kinem Szumowskiej ...)

Autor: Giovanna

Data: 2013-10-13 23:38:44

Do Szumowskiej-reżyserki straciłem szacunek i podziw po filmie „Sponsoring”. Do Szumowskiej-kobiety straciłem sympatię i zainteresowanie nią (i chyba ostatecznie też szacunek) w tym samym czasie - po przeczytaniu wywiadu-rzeki, który ukazał się w formie książkowej (kupiłem), właśnie przy okazji premiery „Sponsoringu” (swoją drogą książka ta jest również promowana teraz). Głównie wynika to z tego, że brakuje jej wrażliwości, delikatności, wyczucia i dobrego smaku. Jest zbyt dosłowna, zbyt łopatologiczna, a tym samym artystycznie pusta. Nie umie zbudować napięcia, wydobyć emocji z poszczególnych scen i ostatecznie z całej historii, tworząc jałowe historie, które pozostawiają zamiast refleksji - niesmak. Widzów zaś traktuje jak bezmózgich cepów, którzy polecą do kina „na pikantną historię”. Jako kobieta-reżyserka nie ma w sobie tego pierwiastka kobiecego, który przejawia się u wielu pań stających za kamerą, a który to pierwiastek tak bardzo uwielbiam w kinie. I po raz kolejny udowodniła to właśnie filmem „W imię…” – filmem durnym i nużącym. Tym samym całkowicie zgadzam się z opinią Rafała. To film zupełnie niepotrzebny, bo niczego nie wnosi do naszego życia. Bardziej przypomina brukowce, w których historie wysysane są najczęściej z palca lub w najlepszym wypadku są mocno podkoloryzowane. W dodatku to film mocno generalizujący (szczególnie mam tu na myśli ostatnią, bardzo wymowną scenę) i upraszający, który sugeruje, że już seminarium to miejsce/siedlisko? dla pedałów (używam określenia, którym posłużył się sam bohater grany przez Andrzeja Chyrę). To tak, jakby powiedzieć, że wszyscy lekarze, prawnicy czy nauczyciele (itd.) są źli. A to nieprawda. Owszem, o każdej – tej czy innej – grupie społecznej można i da się powiedzieć źle (jak i dobrze). Sztuką, szczególnie w kinie, jest jednak zrobić to w taki sposób, żeby coś z tego wynikało i skłaniają do poważnej dyskusji, a ostatecznie do uleczenia (lub: próby uleczenia) chorej sytuacji. Szumowska tej sztuki nie opanowała. A „W imię…” tylko to ostatecznie potwierdza. PS Pochwała dla naturszczyków - 100% naturalności.

Autor: Dominik Nykiel

Data: 2013-09-27 22:26:22

[1] 
Twój podpis
Treść:
Tylko zalogowani użytkownicy
mogą dodawać komentarze. Zaloguj się

Portal resinet.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

 Zapowiedzi

 Reklama

 Recenzje

 Resinet poleca

Noe: Wybrany przez Boga
(Fantasy; Przygodowy USA)

Droga do zapomnienia
(Biograficzny; Dramat Australia, Wlk. Brytania)

Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz
(Akcja; Przygodowy; S-F USA)

Snowpiercer: Arka przyszłości
(Akcja; Dramat; S-F Korea Płd., USA, Francja, Czechy)

 Dla dzieci

Poranki: Stacyjkowo

LEGO przygoda
(Akcja; Animowany; Komedia Australia/USA )

Pan Peabody i Sherman
(Animowany; Komedia; Przygodowy USA)

Sarila
(Animowany; Przygodowy Kanada)

 Filmoteka

 Warto zobaczyć

Sprawdź aktualny repertuar kin

 Konkursy

Chwilowo brak konkursów

 Dzisiaj w kinach: sroda, 23.04.2014 r.

HELIOS

Jack Strong 11:15,
Niebo istnieje... Naprawdę 10:00, 14:00, 16:15, 18:30, 20:45,
Niezgodna 12:15,
Pan Peabody i Sherman 12:00, 17:00,
Sarila 10:00,
Skubani 13:00,
Syn Boży (dubbing) 14:15, 19:00,
Witaj w klubie 18:45, 21:45,

HELIOS Galeria

Grand Budapest Hotel 15:30, 17:45,
Kochanie, chyba cię zabiłem 16:15, 20:00, 22:00,
Niebo istnieje... Naprawdę 10:00, 12:15, 14:30, 16:45, 19:00,
Niezgodna 14:15,
Sarila 10:00,
Skubani 13:00,
Syn Boży (dubbing) 10:15, 13:15, 18:30,
Wkręceni 21:15,

MULTIKINO

Droga do zapomnienia 14:30, 17:10, 19:45,
Jack Strong 17:30,
Kochanie, chyba cię zabiłem 12:15, 18:00, 20:20,
Muppety: Poza prawem (dubbing) 10:15, 12:20, 15:00,
Niebo istnieje... Naprawdę 13:00, 15:30, 18:00, 20:15,
Niezgodna 10:30, 13:30, 16:30, 19:30,
Pan Peabody i Sherman 10:00, 12:40,
Sarila 10:50, 15:10,
Sarila 3D 13:00, 17:15,
Snowpiercer: Arka przyszłości 14:30, 17:20, 20:10,

ZORZA

Droga do zapomnienia 17:00, 21:00,
Hardkor Disko 13:40, 19:20,
Sarila 3D 10:30, 15:20,

 Ostatnio dodane

 Promocje kin

 Kontakt

Rzeszowski Portal Informacyjny resinet.pl

tel.  017 85 06 396
fax. 017 85 06 397

e-mail: kina@resinet.pl

Tutaj znajdziesz nasze pełne dane kontaktowe.